Zamki jurajskie

Wracając z Inowłodza (osobny wpis) postanowiłem jechać przez Częstochowę, nieco naokoło, ale za to przez Jurę. Plan to zahaczyć o jak największą liczbę zamków bez robienia zbyt wielu pętli czy wracania po własnych śladach.

Chcę Wam więc zaproponować przelot na trasie Częstochowa-Kraków z walorami widokowymi. Całość można przejechać bez zsiadania z motocykla i tylko rzucić okiem na mijane zamki lub przy każdym się zatrzymać i zasiąść na kawie lub herbacie czy pozwiedzać warownie. Jechać będziemy przez Jurę Krakowsko-Częstochowską, jeden z ładniejszych regionów. Raj dla wszelkiej maści podróżników, niezależnie od preferowanego środka transportu. Znajdzie się coś dla piechurów, rowerzystów, i jeźdźców zarówno tych co karmią swoje konie wysokooktanowym płynem jak i owsem. Dużo lasów, skał, jezior, rzek i historii, a nawet prehistorii. Region najbardziej jest znany z ogromnej ilości ruin średniowiecznych warowni. A wzięło się to z maniakalnego umacniania granicy przez Kazimierza Wielkiego. Są zamki duże, małe, strażnice w różnym stadium rozkładu, od całkowicie odnowionych po takie, z których zostały jedynie ledwo widoczne zarysy fundamentów. Trasa, którą Wam zaproponuję, prowadzi obok tych najbardziej znanych i największych.

Zaczynamy w Częstochowie na Placu Daszyńskiego, przy którym znajdziemy między innymi najstarszy częstochowski kościół. Jedziemy ulicą Mirowską, przejeżdżając przez Stary Rynek z karczmą, w której podobnież nocował Napoleon Bonaparte. Z ulicy Mirowskiej, za wiaduktem, nad „Gierkówką” skręcamy w prawo, w ulicę Faradaya i później w lewo w ulicę Legionów, która wyprowadzi już nas z Częstochowy przez strefę przemysłową. Po drodze będziemy mijać skrzyżowanie z ulicą Złotą i park miniatur sakralnych na Złotej Górze. Trzymamy się cały czas drogi z pierwszeństwem przejazdu, aż do skrzyżowania w miejscowości Srocko, gdzie skręcamy w lewo zgodnie ze znakiem wskazującym Olsztyn. Ta droga doprowadzi nas prosto pod pierwszy zamek. po drodze będziemy mieli okazję zatrzymać się przy miejscu straceń upamiętniającym ofiary niemieckiej „Akcji AB” przeprowadzonej w 1940 roku.

Olsztyn

IMG_6114Pierwszy punkt programu to zamek w Olsztynie. Może nie wygląda, ale to największa (najbardziej rozległa) z jurajskich warowni. Pierwsza wzmianka o jego istnieniu to przełom XIII i XIV w. Łączy się z nim też sporo legend, z czego najbardziej znana to ta o głodowej śmierci Maćka Borkowica – wojewody poznańskiego. Zamek można zwiedzać. Można też skorzystać z jednej z restauracji na rynku Olsztyna lub z gospody (restauracja „Spichlerz”) przy drodze 46 na wprost zamku. Nie polecam. Drogo i niezbyt smacznie.

Z Olsztyna, właśnie drogą 46, ruszamy na Janów. W samym Janowie, na rynku, skręcamy w prawo w stronę Złotego Potoku. Tutaj możemy zwiedzić cały kompleks parkowo-pałacowy należący do rodziny Krasińskich.

W Złotym Potoku skręcamy w lewo, na Niegową. Łatwo przeoczyć. Jeżeli wjechaliście w lasy za Złotym Potokiem, to musicie zawrócić, albo pojechać dalej na Żarki i stamtąd na Mirów, ale moja propozycja jest bardziej malownicza, tak mi się przynajmniej wydaje ;).

Teraz uwaga. W Niegowej wjeżdżamy na skrzyżowanie przy Urzędzie Gminy i skręcamy w lewo, w stronę Lelowa, i niemal od razu zjeżdżamy z głównej drogi w ulicę Bankową. I teraz już prosto, przez Ogorzelnik. Droga sama doprowadzi nas pod drugi zamek na trasie.

Bobolice

IMG_6116Możecie swobodnie jechać obok parkingów, wyłożoną kamieniami drogą pod górę. Dojedziecie niemal pod sam zamek, na parking przy gospodzie.

Zamek jest całkowicie odbudowany. Sporo było przy tym kontrowersji, bo nie zachowały się żadne dokumenty, które opisywałby jego wygląd, a do naszych czasów dotrwała w zasadzie jedna ściana. Sam pamiętam stan tych ruin, kiedy jako dzieciak wędrowałem sporo po Jurze. Teraz można zwiedzać nawet wnętrza.

Obecnie, zarówno zamek jak i gospoda należą do rodziny Laseckich, podobnie jak pobliska warownia w Mirowie, do której zaraz dojedziemy. W przeciwieństwie do knajpy w Olsztynie, tu serwują bardzo dobre jedzenie.

Jak każdy zamek na Jurze i ten ma swoje legendy. Jak ta o łączącym go z Mirowem tunelu, skłóconych rodzinach i młodych zakochanych. Taka rodzima wersja Romea i Julii. Z murów warowni dostrzeżemy sąsiedni zamek, w stronę którego za chwilę wyruszymy.

 

Mirów

IMG_6115Spod zamku w Bobolicach zjeżdżamy ponownie do drogi i skręcamy w prawo, by dosłownie po chwili dojechać do zamku w Mirowie. Tu też znajdziecie parkingi i restauracje. Do tego jest rozległe pole namiotowe będące często miejscem spotkań rekonstruktorów z bractw rycerskich lub konwentów miłośników fantasy. Jak wpadnie na was gość ubrany w dziwne łachmany, z zielonymi włosami i mieczem zrobionym z rurki PCV, to znaczy, że w okolicy odbywa się właśnie LARP – terenowa gra fabularna. Wzdłuż pola namiotowego biegnie piaszczysty trakt. Ci z zacięciem terenowym mogą wykorzystać go, by podjechać bliżej zamku, ale uwaga na kopny piach! Niskim motocyklem na szosowych oponach raczej bym się tam nie zapuszczał. Zamek w Mirowie, jak większość jurajskich warowni, niszczeje od czasów potopu szwedzkiego. Nawet idący później pod Wiedeń Sobieski nie skorzystał z zaproszenia do spędzenia nocy w zamku, tylko spał w namiocie obawiając się, że sufit zwali mu się na głowę. Obecnie dostęp do ruin jest niemożliwy. Trwa odbudowa, ponieważ zamek, tak jak sąsiednie Bobolice, został wykupiony przez rodzinę Laseckich. Mam mieszane odczucia w związku z tymi rekonstrukcjami. Jak wspomniałem wyżej, jest to raczej wyobrażenie o tym jak zamek mógł wyglądać, a nie przywrócenie mu rzeczywistego wyglądu sprzed zniszczenia. A same ruiny są chyba dużo bardziej malownicze niż taka rekonstrukcja. Mam też sentyment do ruin w Mirowie, bo zdarzało mi się nocować na górnych poziomach łatwo dostępnych dla kogoś z umiejętnościami wspinaczkowymi.

Morsko

img_6269Mając mirowski zamek za plecami skręcamy w lewo, w stronę wsi Kotowice, do której po chwili dojeżdżamy i przecinamy na wprost skrzyżowanie z drogą 792. Jakby was korciło, to jadąc w prawo dotrzecie do Żarek, gdzie możecie zobaczyć zabytkowy kompleks stodół kamiennych, synagogę czy klasztor leśniowski. Natomiast skręcając w lewo dotrzecie do Podlesic i parku krajobrazowego góry Zborów, lokalnej Mekki wspinaczy. No ale my jedziemy na wprost. Do Morska.

We wsi Włodowice skręcamy w lewo, w ulicę Krakowską, a następnie na rozwidleniu, ponownie „lekko w lewo” jak zapewne podpowie wam GPS. W Morsku kierujemy się znakami na Ośrodek Wypoczynkowy Morsko na terenie którego znajduje się zamek. Zanim twierdza weszła w skład linii obronnej Orlich Gniazd była najprawdopodobniej siedliskiem osobników, na których Niemcy mają piękną nazwę Raubritter, a my: zbójcerze 😉 Pierwotni właściciele strażnicy trudnili się właśnie, najprawdopodobniej, rozbojem.

Wersja przejazdu Mirów-Morsko dla endurowców: na skrzyżowaniu w Kotowicach skręcamy w lewo, w stronę Podlesic. W samych Podlesicach, na wysokości motelu „Ostaniec”, skręcamy w prawo, w głąb wsi. Asfalt, po wyjeździe za ostatnie zabudowania, ustąpi miejsca piaszczystej drodze, która doprowadzi nas prosto pod dolną stację wyciągu narciarskiego, będącego częścią Ośrodka Wypoczynkowego Morsko. Po minięciu stoku skręcamy w lewo i dojeżdżamy od drugiej strony pod parking, pod który dojechalibyśmy jadąc cały czas asfaltem.

Ogrodzieniec

img_6267Zawracamy, lub jedziemy dalej, w zależności, którym wariantem dotarliśmy do Morska z Mirowa i ulicą Skarżycką jedziemy w stronę Skarżyc. Tutaj możemy odbić w stronę Okiennika. Ostańca wapiennego z „oknem” na wysokości kilkunastu metrów. Po wysokości okna widać jak bardzo obniżył się teren przez ostatnie kilka milionów lat, bo to okno było niegdyś częścią koryta rzeki. Wokół samej skały znaleziono ślady osadnictwa sięgające czasów paleolitu. Znajdowała się tu też drewniana strażnica, którą łączy się z nie do końca legalnymi interesami wczesnośredniowiecznych właścicieli zamku w Morsku.

My jedziemy jednak dalej ulicą Skarżycką, którą wjedziemy w obszar Zawiercia. Skręcamy na pierwszym skrzyżowaniu w lewo, w Filaretów i jedziemy tą ulicą aż do skrzyżowania z drogą krajową 78 i skręcamy w prawo, w stronę centrum Zawiercia. Spokojnie, nie zostaniemy na tej ruchliwej drodze zbyt długo, bo już po niecałych dwóch kilometrach zjedziemy w lewo na Fugasówkę i Ogrodzieniec. I prosto! Aż pod ruiny samego zamku, które znajdują się na terenie wsi Podzamcze.

Ogrodzieniec to najbardziej okazała z ruin jurajskich. Na terenie Podzamcza jest sporo parkingów otwartych przez przedsiębiorczych mieszkańców na ich własnych podwórzach, ale nikt się nie obrazi jak sobie przycupniemy w okolicach centralnego placu – przywilej motocyklisty 😉 Stąd, już na piechotę, możemy udać się w stronę ruin, które otwarte są dla zwiedzających. Polecam zejść do podziemi, gdzie w jednym miejscu zachował się mały fragment pokrywających niegdyś ściany fresków. Swoją drogą, przypomniała mi się sytuacja, gdy wylądowałem ładnych parę lat temu w pałacu Minosa na Krecie i sromotnie się zawiodłem widząc mozaikę z bykiem, która jest w każdym folderze reklamowym Krety, a w rzeczywistości jest wielkości kartki A5. Ten biedny kwiatek na ścianie ogrodzieńskiego zamku też by można było obfotografować tak, że wyglądałoby jakby zachowała się całość malunków.

Smoleń

img_6266Z Podzamcza ruszamy dalej drogą 790 do Pilicy. W Pilicy skręcamy w prawo na Kraków. Objeżdżamy ładnie odnowiony rynek, z którego wyjeżdżamy cały czas kierując się na Kraków drogą 794. Po ostrym podjeździe i kilku zakrętach ukaże się nam wystająca ponad czubki drzew wieża smoleńskiego zamku. Po wjeździe do Smolenia mamy ostry skręt w prawo i po chwili w lewo. Uwaga! Ta „szykana” jest niewidoczna z winy gęstego zagajnika obrastającego zamkowe wzgórze i często pokryta jest żwirem! W szczycie lewego łuku odbija krótka droga prowadząca na mały piaszczysty parking. Tu się zaczyna podejście pod zamek. Uważajcie, bo łatwo ten zjazd przestrzelić. Na zamku prowadzone są prace konserwatorskie, a dzięki wybudowanej klatce schodowej, można skorzystać z punktu widokowego na zamkowej wieży.

 

 

Rabsztyn

img_6264Ze Smolenia jedziemy dalej prosto, w stronę Wolbromia. W samym Wolbromiu, za przejazdem kolejowym, skręcamy w prawo, w stronę Olkusza i jedziemy parę kilometrów ładną drogą prowadzącą przez lasy. Zjazd pod zamek w Rabsztynie jest równie łatwo przeoczyć jak ten do Smolenia. Niemal przed samym Olkuszem, gdy dojedziemy do ronda, które może nas wyprowadzić na olkuską obwodnicę, zjeżdżamy pierwszym zjazdem, przez przejazd kolejowy. Za przejazdem już jedziemy ostrożnie, bo zamek wyłoni się z prawej strony zaraz za linią lasu i tam też będzie zjazd na parking i, podobnie jak w Ogrodzieńcu, wyłożone kamieniem podejście pod sam zamek.

Zamek mógł zaczynać swoją karierę jako siedziba niemieckiego rycerstwa – nazwa pochodzi od niemieckiego Rabestein, „Krucza Skała”. Warowania była też siedzibą polskich husytów. Zamek, jak wszystkie inne, został poważnie zniszczony przez Szwedów, a dzieła dokończyli dziewiętnastowieczni poszukiwacze skarbów wysadzając w powietrze zamkową basztę.

Pieskowa Skała

IMG_5939Z Rabsztyna kontynuujemy jazdę w stronę Olkusza i na skrzyżowaniu z sygnalizacją świetlną skręcamy w lewo, w stronę Krakowa. I znów trafiamy na mocno obciążoną „krajówkę”, ale też znów tylko na chwilę. Zaraz za Olkuszem odbijamy w lewo w drogę 773, na Skałę. Po minięciu pierwszych wsi, wjeżdżamy w szeroki wąwóz, w którym, po lewej będziemy co chwilę mijać domy wkomponowane w kilkudziesięciometrowe urwiska i skalne nawisy. Tą malowniczą drogą docieramy do Pieskowej Skały. Motocykl można zostawić na żwirowym parkingu ulokowanym w łuku drogi, lub przy knajpkach z lewej strony. Pieskowa Skała to jedyny jurajski zamek, który nie został zniszczony w czasie Potopu. Ulegał wielokrotnie mniejszym dewastacjom i pożarom, ale w tej chwili jest w pełni odnowiony i stanowi perełkę szlaku Orlich Gniazd. Odchodzą od niego też liczne ścieżki krajoznawcze prowadzące przez wąwóz obok fantazyjnie wyrzeźbionych wapiennych ostańców.

Ojców

IMG_5954Kontynuujemy jazdę drogą 773 w stronę Ojcowa. Przed nami 5 kilometrów wspaniałych zakrętów przytulonych do skał. Podlesice to obowiązkowy punkt dla wspinaczy. Droga Pieskowa Skała-Ojców to raj dla motocyklistów. Rano. Lub wieczorem. I najlepiej w tygodniu. W soboty i niedziele drogą walą całe pielgrzymki rowerzystów, motocyklistów i samochodziarzy, którzy często nie patrzą na drogę tylko z otwartymi ustami wodzą wzrokiem po szczytach nachylających się nad nimi urwisk. Pod koniec tej drogi, na łuku odbijającym w lewo w stronę Skały, zjeżdżamy w prawo, na Ojców. Uwaga na zalegający tam żwir. Ewentualnie zawracamy i przejeżdżamy ten odcinek jeszcze raz. A uwierzcie, będzie korciło 😉

Po chwili będziecie mijać małą, ale malowniczą kapliczkę na wodzie. I wkrótce dojeżdżamy do skrzyżowania z odnogą w prawo, ale wpierw jedziemy prosto, na parking.

Ojców to jeden z nielicznych zamków zbudowanych „od zera” przez Kazimierza Wielkiego. Najprawdopodobniej nie istniał w tym miejscu wcześniej żaden gród ani drewniana warownia. Podobnie jak Pieskowa Skała uniknął zniszczenia w czasie Potopu szwedzkiego, ale w wyniku różnych dziejowych zawieruch i tak podupadł i jego ostatni właściciel, który nabył zamek po rozbiorach, był zmuszony po prostu rozebrać większość murów i zabudowań, które groziły zawaleniem.

Korzkiew

IMG_5950Z Ojcowa wracamy się do skrzyżowania z drogą 773 i jedziemy w prawo, do Skały. W Skale, na rynku, odbijamy w prawo, na Kraków i jedziemy tą drogą aż do wsi Brzozówka, w której skręcamy w prawo w ulicę Krzemionki. Ta droga doprowadzi nas pod ostatni zamek na trasie, zamek Korzkiew. Ta ostatnia warownia jest w pełni zrekonstruowana i pełni rolę hotelu. Można więc tu zakończyć wycieczkę i przenocować 🙂

Aby dokończyć trasę, objeżdżamy zamek i ulicą Zamkową wracamy na drogę 794 i skręcamy w prawo, w stronę Krakowa. W Krakowie skręcamy w lewo za kościołem, w ulicę Białoprądnicką, a później, zgodnie z wyznaczonym pierwszeństwem przejazdu, w ulicę Pleszowską. Dojeżdżamy do skrzyżowania z Opolską. Skręcamy w lewo i później zjeżdżamy na prawo od estakady, by skręcić w prawo w Aleję 29. Listopada. Jedziemy cały czas prosto. Wpierw Aleją 29. Listopada, potem Alejami Trzech Wieszczy i przed samym Mostem Dębnickim, skręcamy w lewo, w ulicę Zwierzyniecką. Następnie, w prawo, w Powiśle. I ta ulica doprowadzi nas do parkingu podziemnego przy Wawelu. Dziękuję 🙂

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *